Kebab Pimps prezentują: Walentynkowy Kebab

















Jeszcze tylko kilka dni do tego superpopularnego święta...
Chociaż Babcia Reptaila mówi, że jak ona była młoda i miała 70 lat, kiedy Repi był jeszcze malusieńką gadziną, to nikt go nie obchodził w ogóle. Dopiero od jakiegoś czasu ludzie idą sobie na kebab do kina i jedzą smażonego barana jedzenie tradycyjne. Nero zauważył też, że przynoszą sobie kwiatki - i tego nasz redaktor w ogóle nie jest w stanie ogarnąć. Dla niego okej jest przynieść jakieś mięso (nie trzeba tłumaczyć jakie, prawda?), skórę ze zwierzęcia, poroże czy chociażby dopiero co wydojone mleko z kobyły (bo to superpraktyczne i potrzebne rzeczy), ale kwiaty??? Totalna abstrakcja. Co można z nimi zrobić? No bo nie są jakoś specjalnie smaczne, a powąchać je można normalnie na ziemi. Tamte panie, którre te kwiatki dostają, wsadzają je sobie (SIC!) do wazonu z wodą i trzymają je tak długo, aż zwiędną. Gdyby jeszcze ususzyły je i zrobiły z nich jakieś zioła (R: hehheheehhe) albo wywar, to byłoby dobrze. Natomiast tak, to jest zwykłe marnotrawstwo!
Zioła

















Oprócz kwiatków, jak już  zaznaczyliśmy na początku, można iść na kebab. Kebab jest smaczny i to chyba jedyna oczywista i pewna rzecz podczas tego święta zakochanych. W ramach recenzji: aktualnie w Kebab Housie są zniżki, jedzenie w dalszym ciągu mniam mniam, więc polecamy!
dla przypomnienia ;)















Wracając do zakochanych redaktorzy The Kebab Pimps pragną udostępnić Wam, drogim czytelnikom, jedyny w swoim rodzaju poradnik "Jak poderwać se Walentynę". This is how ju do it: po pierwsze primo, najpierw trzeba rzucić w wybrankę kamieniem albo rzepą, tylko nie mocno, żeby czasem nie zemdlała. Ona już wtedy wie, że się nią interesujemy na serio, i właściwie niewiele ma do powiedzenia, ale zawsze może powiedzieć, że kebaba czegoś nie weźmie od nas do ust. 
no ba





















To znaczy, że nie musi jeść naszej baraniny, którą jej przyniesiemy w ramach zaproszenia na randkę. No i potem idziemy na tę randkę i jest superwesoło, bo kąpiemy się w rzece, biegamy po polu i straszymy śpiące rysie albo rosomaki.
rosomak













Jest z nami oczywiście cała wioska, która kibicuje nam tak mocno, żeby w końcu doszło do pokrycia, ale są bardzo cicho i kibicują w milczeniu (R: "NERO, NERO, NERO, NERO daaaaajesz stary!"). Czasem zdarza się naszym starym Mamom uronić łzę albo Tatom krzyknąć "No, bierz ją na jaka!", ale to tylko takie rodzinne zagrywki. No i potem randka się kończy i idziemy do jurty a tam już wiadomo...













Samica robi kolację (lub zasuwa po nią do Kebab House'a), którą samiec zjada i ona idzie sprzątać jego jurtę, a on paczy czy dobrze.















Wtedy można zweryfikować, czy ona nadaje się na żonę, czy trzeba rzucić rzepą w inną wybrankę i zabrać ją na tureckie atrakcje. Dzień 14 lutego, kiedy ludzie na siłę starają się być kochającymi (UWAGA ludzie kochający inaczej - w Polsce nie obchodźcie Waleniawtyłki Walentynek bo ci "normalni" wymierzą wam karę chłosty) w naszym mongolskim przekonaniu i naszej subtelnej wrażliwości mija się z celem. Nasi redaktorzy, jak kochają się nawzajem, to każdego dnia! Was drodzy czytelnicy, też z resztą kochamy :*
 





















Pozdrawiamy serdecznie,
The Valentine Pimps

2 komentarze: